wtorek, 15 lutego 2011

KRUCHA JAK LÓD Jodi Picoult: Przepisy

"Krucha Jak Lód" autorstwa Jodi Picoult to nie tylko górnolotnie napisana historia rodziny, która na własne życzenie skazuje się na postawienie całego swojego życia na krawędzi / ostrzu; która dzięki staraniom o lepsze warunki życia dla swojego chorego dziecka skazuje się na prawdziwe moralne piekło, z którego i tak wychodzi z niczym... wraz z nowymi poniesionymi ofiarami. W tym, tą najcenniejszą...
To nie tylko poruszająca historia o miłości rodzicielskiej, o walce o swoje prawa, o przyjaźni i o codziennych tragediach.

Ta książka to również swego rodzaju kucharska książka z przepisami, w których najważniejszym składnikiem jest serce wkładane w wykonanie misternych deserów i ciast. I tu chylę czoła przed Jodi Picoult za umiejętne wplecenie takich błahostek idealnie w wątek całej historii i zbudowanie na ich podstawie kręgosłupa całej historii... który sam w sobie okazuje się być bardzo kruchy... jak lód.

P.S. Oprócz kulinarnych przepisów znajdziecie tutaj również terminologię kucharską pięknie ubraną w płaszcz literackiej przenośni. Jak dla mnie... mniam :]


Jodi Picoult - Krucha Jak Lód
PRZEPISY



Hartować: podgrzewać powoli i stopniowo.

W kuchni, podobnie jak w kuźni, hartowanie odbywa się metodycznie i bez pośpiechu. Żółtka hartujemy, zalewając je małymi ilościami gorącego płynu. Chodzi o to, żeby je podgrzać, ale tak, żeby się nie ścięły. W ten właśnie sposób, robi custard, słodki sos, który może służyć jako polewa albo też składnik bardziej złożonego deseru.


Ciekawostka: Konsystencja gotowej mieszaniny nie zależy od tego jakim płynem ją podgrzejemy. Im
więcej jajek, tym będzie ona gęstsza i bardziej kaloryczna.
Innymi słowy – wynik określają składniki wyjściowe.


CRÈME PÂTISSERIE


2 szklanki pełnotłustego mleka
6 żółtek (w temp. pokojowej)
140 g cukru
40 g mąki kukurydzianej
1 łyżeczka wanilii

W rondlu z nierdzewnej stali podgrzać mleko prawie do temperatury wrzenia. Ubić żółtka z cukrem i mąką kukurydzianą w nierdzewnym naczyniu, a następnie zahartować gorącym mlekiem. Tak przygotowaną mieszaninę podgrzewać, bez przerwy ubijając, aż się zagotuje; potem zdjąć z ognia. Dodać wanilię i p
rzelać do naczynia z nierdzewnej stali. Delikatnie posypać cukrem i szczelnie przykryć folią. Przechowywać w lodówce. Podawać schłodzone. Crème pâtisserie jest używany do tart owocowych, napoleonek, ptysiów, eklerów itp.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Zakładanie masy: delikatne łączenie dwóch substancji. Do zakładania używamy dużej metalowej łyżki ewentualnie łopatki.

Kiedy mówimy o zakładaniu czy też zakładce, mamy na myśli coś, co rozdziela: kartonik pomiędzy
stronicami w książce, fałdę na plisowanej tkaninie. W wypadku zakładania masy jest odwrotnie: chodzi o połączenie dwóch odmiennych substancji, ale tak, żeby różnica pomiędzy nimi nie znikła całkowicie. Prawidłowo założona masa jest lekka i aksamitna, a jej składniki wciąż są wyczuwalne.
Można to nazwać zjednoczeniem w zawieszeniu: jedna substancja ulega drugiej, jak pokerzysta, który dostał kiepskie karty, jak łagodny człowiek wciągnięty w kłótnię, jak to się zawsze dzieje w sytuacji, kiedy jedna ze stron po prostu musi się poddać.

SUFLET CZEKOLADOWO-MALINOWY

1/2 litra purée z malin
8 jaj, osobno białka i żółtka
115 g cukru
85 g mąki uniwersalnej
225 g dobrej gorzkiej czekolady, drobno posiekanej
55 g likieru Chambord
2 łyżki stołowe stopionego masła
cukier do wysypania kokilek

Purée malinowe podgrzać do letniej temperatury w rondlu z grubym dnem. Żółtka ubić razem z cukrem (85 g) w dużej misie, dodać mąkę i maliny, znowu ubić i przelać z powrotem do rondla.
Gotować na średnim ogniu, cały czas mieszając, dopóki nie zgęstnieje. Nie dopuścić do wrzenia. Po zgęstnieniu zdjąć z ognia i mieszając, dodawać czekoladę aż do jej całkowitego rozpuszczenia. Dolać likier, zamieszać. Zakryć naczynie folią, żeby nie zrobił się kożuch.
Sześć kokilek natłuścić masłem i wysypać cukrem. Rozgrzać piekarnik do 220°C. Do białek dosypać pozostałe 30 g cukru i ubić na sztywną pianę.
I tutaj dochodzimy do momentu spotkania dwóch kompletnie odmiennych substancji, bo teraz należy założyć ubite białka oraz czekoladę z malinami. Ani jedno, ani drugie nie zrezygnuje tak łatwo ze swojeg
o charakteru: ciemna czekolada zespoli się z białkową pianą i vice versa.
Przełożyć mieszaninę do kokilek, do pełna, na pół centymetra od brzegu i natychmiast zapiec w piekarniku. Suflet jest gotowy, kiedy się porządnie podniesie i zarumieni na wierzchu, a na obrzeżu będzie z wyglądu jakby wyschnięty - zajmuje to ok. 20 minut. Tylko niech cię nie zdziwi, kiedy po wyjęciu z piekarnika zapadnie się, jakby nie mógł udźwignąć ciężaru własnej obietnicy.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Pieczenie na ślepo: wypiekanie kruchego korpusu do ciasta osobno, bez nadzienia.

Delikatne ciasto pomimo największych starań potrafi opaść. Z tego powodu korpusy do niektórych cia
st albo tart trzeba upiec bez nadzienia. Najlepsza metoda jest taka: rozwałkować ciasto, wylepić nim formę i schować do lodówki na co najmniej pół godziny. Kiedy mamy już wszystko przygotowane dopieczenia, trzeba ponakłuwać ciasto w kilku miejscach widelcem, a potem nakryć folią albo papierem pergaminowym i nasypać na wierzch ryżu, ewentualnie suszonej fasoli. Następnie upiec zgodnie z przepisem, a gady jest gotowe, ostrożnie zdjąć przykrycie z obciążeniem - dzięki niemu korpus zachował kształt. Podoba mi się ten moment, kiedy przytłaczający ciężar w końcu znika, spada jak kamień z serca; lubię przesypywać w palcach ziarna fasoli, drobne jak problemy, o których łatwo się zapomina. Najbardziej jednak przemawia do mnie odcisk, który pozostaje w cieście i mówi: tylko prawdziwe brzemię kształtuje człowieka.

SŁODKI KORPUS Z KRUCHEGO CIASTA

1 1/3 szklanki mąki uniwersalnej szczypta soli
1 łyżka stołowa cukru
1/2 szklanki + 2 łyżki stołowe zimnego,
niesolonego masła, pociętego w drobną kostkę
1 duże żółtko
1 łyżka stołowa lodowatej wody

Zmieszać mąkę, sól, cukier i masło robotem kuchennym, używając funkcji „pulse”, aż powstaną grudki. W małej misce ubić żółtko z zimną wodą i nie wyłączając robota, dolewać do mąki z masłem; ma z tego powstać kula, którą zawijamy w folię spożywczą, spłaszczamy i chłodzimy w lodówce przez godzinę.
Następnie trzeba rozwałkować ciasto na wcześniej podsypanej mąką stolnicy i wylepić nim fo
rmę z wyjmowanym dnem. Przed pieczeniem schłodzić.
Rozgrzać piekarnik do 190°C. Wyjąć formę z lodówki, ciasto gęsto ponakłuwać widelcem, nakryć
folią aluminiową i wysypać suszoną fasolą. Piec przez 17 minut, zdjąć folię z fasolą i piec dalej przez 6 minut. Przed nałożeniem nadzienia dokładnie wystudzić.

TARTA Z MORELAMI


1 słodki spód, upieczony na ślepo
2-3 morele
2 żółtka
1 szklanka tłustej śmietany
3/4 szklanki cukru
11/2 łyżki stołowej mąki
1/4 siekanych orzechów laskowych

Morele obrać, pokroić w plastry i ułożyć na upieczonym wcześniej cieście.
Zmieszać żółtka, śmietanę, cukier i mąkę, a następnie zalać tym morele i posypać z wierzchu orzechami. Piec przez 35 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C.
W smaku tej tarty zachowała się pamięć przytłaczającego ciężaru. Zalega cieniem pod słodyczą, niczym niewypowiedziane pytanie zawisłe na końcu języka.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Syrop czwartego stopnia: faza karmelizacji cukru zachodząca w temperaturze 121-130°C.

Nugat, pianki cukrowe, słodkie sople, misie-żelki - do wyrobu wszystkich tych słodyczy używa się syropu cukrowego czwartego stopnia. Taki syrop odznacza się bardzo wysokim stężeniem cukru i spływa z łyżki, tworząc grubą nitkę. (Uważaj. Cukier parzy długo po tym, jak dotknie skóry; łatwo zapomnieć, że taka słodycz może pozostawić ranę). Próba takiego syropu polega na wlaniu kropli do zimnej wody; powinna powstać twarda kulka, która po wyjęciu nie rozpłynie się, ale którą można odkształcić, mocno naciskając.
Tak samo bywa z ludźmi: nawet tych twardych i nieustępliwych da się nagiąć do swojej woli. To tylko kwestia odpowiedniego nacisku.

NIEBO

2 1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki lekkiego syropu kukurydzianego
1/2 szklanki wody szczypta soli
3 duże białka
1 łyżeczka wanilii
1/2 szklanki siekanych pekanów
1/a szklanki suszonych wiśni, borówek albo żurawin

Zawsze mnie ciekawiło, że słodycze o nazwie Niebo powstają w tak brutalny sposób.

W dwulitrowym rondlu zmieszać cukier, syrop kukurydziany, wodę i sól. Podgrzać do fazy syropu czwartego stopnia, kontrolując temperaturę termometrem cukierniczym. Mieszać, dopiero kiedy cukier całkowicie się rozpuści. Przez ten czas ubić białka na sztywną pianę. Kiedy syrop osiągnie temperaturę 125°C, dolać go stopniowo do białek, ubijając mikserem na wysokich obrotach. Masa przybierze właściwą konsystencję mniej więcej po pięciu minutach ciągłego ubijania. Dodać wanilię, orzechy i suszone owoce. Gotową masę zlewać szybkimi ruchami z małej łyżeczki na arkusz woskowanego papieru, wykańczając każdą porcję ozdobnym zawijasem. Odstawić, aby ostygła do temperatury pokojowej.
Przypalanie, miksowanie, ubijanie. Może lepszą nazwą byłaby Kapitulacja?


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Antykrystalizator: substancja dodawana do syropu w celu powstrzymania krystalizacji cukru.

Każdy przeżył kiedyś coś, co można nazwać krystalizacją - chwilę jasności umysłu, gdy wszystko staje się ewidentne i zrozumiałe... i to całkiem niezależnie od naszej woli. Podobnie dzieje się przy robieniu słodyczy: na pewnym etapie mieszanina zaczyna się przekształcać, przeobrażać w coś zupełnie innego. Pojedynczy, swobodny kryształ cukru potrafi zmienić jej konsystencję z płynnej w ziarnistą, a jeśli nie powstrzymamy tego procesu, powstanie twardy słodki sopel. Są jednak substancje, które można dodać do gotującego się syropu, aby zapobiec krystalizacji. Do najpopularniejszych antykrystalizatorów należą syrop kukurydziany, glukoza i miód, a także wodorowinian potasu, czyli kamień winny, sok z cytryny oraz ocet.
Ale jeśli to naszemu życiu zagraża krystalizacja i nie chcemy dopuścić, aby stało się klarowne i zrozu
miałe, wtedy najlepszym dodatkiem przeciwdziałającym jest umiejętne kłamstwo.

KREM KARMELOWY


KARMEL
1 szklanka cukru
1/3 szklanki wody
2 łyżki stołowe lekkiego syropu kukurydzianego
¼ łyżeczki soku z cytryny

KREM
11/2 szklanki pełnotłustego mleka
11/2 szklanki lekkiej śmietany kremówki
3 duże cale jaja
2 duże żółtka
2/3 szklanki cukru
11/2 łyżeczki esencji waniliowej szczypta soli

Crème caramel można zrobić w jednym dużym naczyniu, ale ja wolę małe porcje, w kokilkach. Karmel przyrządza się następująco: mieszamy cukier, wodę, syrop kukurydziany i sok z cytryny w średniej wielkości rondlu ze stali nierdzewnej - jasnym, żeby dobrze było widać kolor syropu. Podgrzewamy na średnim ogniu, wycierając ścianki wilgotną ściereczką, żeby usunąć zabłąkane kryształy cukru, które mogą zapoczątkować krystalizację. Gotujemy około ośmiu minut, dopóki syrop nie straci przejrzystości i nie przybierze z
łotego koloru, regularnie poruszając naczyniem, żeby ciemniał równomiernie. Kiedy już zacznie zmieniać barwę, gotujemy jeszcze przez cztery-pięć minut, ciągle poruszając rondlem, aż na powierzchni pokażą się duże, miodowo-złote bąble. Wtedy natychmiast zdejmujemy rondel z ognia i rozlewamy karmel do ośmiu nienatłuszczonych, żaroodpornych, stupięćdziesięciogramowych kokilek. Odstawiamy na mniej więcej kwadrans, żeby ostygł i stężał. [Kokilki można nakryć folią i przechowywać do dwóch dni w lodów¬ce, ale schłodzony karmel przed wykorzystaniem trzeba z powrotem ogrzać do temperatury pokojowej].
Przepis na krem: podgrzać mleko ze śmietaną na średnim ogniu w średniej wielkości rondlu, mies
zając od czasu do czasu; kiedy termometr pokaże 70°C, zdjąć naczynie z ognia. Jaja, żółtka i cukier utrzeć w dużej misce, a następnie dolać ciepłe mleko ze śmietaną, dodać wanilię, szczyptę soli i całość ubić, ale tak, żeby się nie spieniła. Przelać przez gęste sitko do dużej miarki kuchennej i odstawić.
Następny krok: zagotować dwa litry wody. Wyłożyć dużą brytfannę ścierką do naczyń. Mieszankę kremową rozlać do kokilek, a te wstawić do brytfanny, daleko od siebie, żeby się nie dotykały.
Brytfannę umieścić na środkowej półce piekarnika uprzednio nagrzanego do temperatury 180°C i zalać zagotowaną wodą do połowy wysokości kokilek, a potem przykryć folią aluminiową, niezbyt szczelnie, tak żeby mogła uchodzić para. Piec przez 35-40 minut; mały nóż wsunięty pomiędzy brzeg a środek kokilki musi wyjść czysty.
Przełożyć kokilki na kratkę i ostudzić do temperatury pokojowej. Przed podaniem wyciąć porcję nożem, nakryć kokilkę talerzem, odwrócić i delikatnie wytrząsnąć. Podawać natychmiast po wyjęciu.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Wyrastanie: etap, kiedy ciasto zwiększa swoją objętość.

Przepis na chleb zawiera dwa takie etapy. Najpierw wyrastają drożdże; miesza sieje z wodą i odrobin
ą cukru, żeby sprawdzić, czy są aktywne. Dopiero wtedy można wykonywać kolejne czynności. Wyrasta również ciasto: podnosi się, dwukrotnie powiększając swoją objętość. Nagle zaczyna go przybywać, chociaż jeszcze chwilę wcześniej była tylko mieszanina początkowych składników.
Co sprawia, że ciasto rośnie? Drożdże, które przerabiają glukozę i inne węglowodany na dwutlenek węgla. Ciasto na chleb wyrasta różnie, w zależności od rodzaju. Niektóre wyrastają tylko raz, inne piek
arz musi kilkakrotnie wyrobić, po każdym mieszaniu odstawiając do ponownego wyrośnięcia.
Jakoś zupełnie mnie nie dziwi, że w kuchni - tak samo jak w życiu - wzrost zawsze trzeba wymusić.

SŁODKIE BUŁECZKI NA NIEDZIELNY PORANEK


3 3/4 szklanki mąki
1/3 szklanki cukru
1 łyżeczka soli
2 paczki suchych drożdży aktywnych
1 szklanka ciepłego mleka
1 jajo
1/3 szklanki masła, podgrzanego, żeby zmiękło

KARMEL
3/4 szklanki brązowego cukru
1/2 szklanki niesolonego masła
1/4 szklanki lekkiego syropu kukurydzianego
3/4 szklanki pekanów w połówkach
2 łyżki stołowe podgrzanego, zmiękczonego masła

NADZIENIE
1/2 szklanki posiekanych pekanów
2 łyżki stołowe cukru białego
2 łyżki stołowe cukru brązowego
1 łyżeczka cynamonu

Powiedziałaś mi kiedyś, że w leniwy niedzielny poranek najprzyjemniej jest, kiedy się budzisz, a w całym domu pachnie tak pysznie, że sama wstajesz i idziesz za nosem do kuchni. Te bułeczki, jak większość p
ieczywa, wymagają starannego zaplanowania pracy - ale przecież dla ciebie wszystko musiałam planować z wyprzedzeniem, prawda?
Ciasto robimy w taki sposób: w dużej misce zmieszaj dwie szklanki mąki, cukier, sól i drożdże. Dolej ciepłe mleko, potem dodaj jajko I podgrzane masło. Ubijaj na wolnych obrotach przez minutę. W razie potrzeby dosyp mąki - ciasto będzie ściślejsze.
Zagniataj je na lekko podsypanej mąką stolnicy przez pięć minut. Dodam, że to była twoja ulubiona czynność - wchodziłaś na krzesło, żeby móc pracować nad ciastem całym ciężarem ciała. Kiedy skończysz, włóż je do natłuszczonej miski, a potem przerzuć tłustą stroną do góry. Nakryj i odstaw do wyrośnięcia na około półtorej godziny, aż jego objętość powiększy się dwukrotnie. Żeby sprawdzić, czy jest gotowe, naciśnij palcem - jeśli zostanie głęboki ślad, można robić dalsze rzeczy.
Następny krok to przygotowanie karmelu. Zagotuj cukier i masło w ilościach według przepisu, przez cały czas mieszając. Po zagotowaniu zdejmij z ognia i dodaj syrop kukurydziany. Wylej mieszaninę na blachę o wymiarach trzydzieści trzy na dwadzieścia trzy centymetry, głęboką na pięć centymetrów. Na wierzchu poukładaj połówki pekanów.
Nadzienie: wymieszaj posiekane pekany, cukier biały i brązowy oraz cynamon w ilościach według przep
isu. Odstaw.
Rozbij ciasto pięścią, a następnie rozwałkuj na lekko oproszonej mąką stolnicy; ma powstać prostokąt o bokach mniej więcej czterdzieści na dwadzieścia pięć centymetrów. Rozprowadź na nim dwie łyżki stołowe zmiękczonego masła i posyp równo mieszaniną pekanów, cukru i cynamonu. Zawiń ściśle, zaczynając od krótszego boku, i zaklej brzeg. Powstały w ten sposób wałek uformuj dłońmi na stolnicy.
Wałek należy pociąć na osiem równych części, które układamy na blasze z wylanym karmelem, blisk
o siebie, ale tak, żeby się nie dotykały. Następnie szczelnie zawiń blachę folią piekarską i wstaw do lodówki na co najmniej dwanaście godzin. Niech ci się przyśni, jak ciasto się podnosi, wyrasta po raz drugi, przerasta twoje oczekiwania; z niektórymi rzeczami tak właśnie jest.
Rozgrzej piekarnik do 180°C i piecz bułeczki przez trzydzieści pięć minut. Kiedy będą złote, wyjmij blachę z piekarnika, przykryj tacą i odwróć do góry nogami, żeby karmel spłynął. Podawaj na ciepło.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Placek: ciasto jednowarstwowe z zapieczonymi w środku owocami.

Gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. To jedna z pierwszych lekcji, jakich życie udzieliło kolonistom po przy¬byciu do Ameryki, gdy okazało się, że na nowej ziemi nie da się zrobić ulubionych angielskich deserów: puddingów na parze albo trifles, czyli biszkoptów z owocami i bitą śmietaną, ponieważ nie ma tutaj składników do takich dań. To odkrycie wywołało lawinę innowacji: osadnicy zaczęli zbierać jagody i sezonowe owoce, stworzyli szybkie przepisy, dobre na śniadanie, ale też i na obiad, nawet w charakterze głównego dania. I pojawiły się nazwy: buckie, grunt, crumble, cobbler, crisp, brown Betty, sonker, slump, pandowdy. O pochodzeniu tych słów napisano całe tomy: grunt oznacza „stękać”, co skojarzyło się komuś z odgłosem, jaki wydają pieczone owoce. Wiadomo też, że Louisa May Alcott, autorka „Małych kobietek”, pieszczotliwie nazywała swój rodzinny dom „Apple Slump” - od uwielbianego przez wszystkich domowników placka z jabłkami. Są też jednak takie językowe dziwolągi, których genezy nigdy nie wyjaśniono.
Łączy je jedno: prostota przepisu.
Ja piekę placki, gdy wszystko idzie źle. Wyobrażam sobie wtedy osadniczkę zmagającą się z trudnym losem, pochyloną nad paleniskiem z żeliwną patelnią w dło
ni, roniącą łzy, które spadają prosto do ciasta. Placek to przepis na chwile słabości, załamania. Dlaczego? Bo nie da się go zepsuć, zawsze musi wyjść. To nie jest precyzyjne pieczenie, gdzie trzeba dokładnie odmierzać składniki albo starannie mieszać ciasto do określonej konsystencji. To jest przepis dla laików, dobry na chwile kompletnego zagubienia, gdy wszystko się posypało i człowiek chce zacząć od nowa.

PLACEK Z BORÓWKAMI I BRZOSKWINIAMI


KRUSZONKA
1/3 szklanki niesolonego masła, pokrojonego w nieduże kostki

1/2 szklanki jasnego brązowego cukru

1/4 szklanki mąki uniwersalnej

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka świeżo startego imbiru bez skórki


CIASTO

1 1/2 szklanki mąki

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

3/4 szklanki niesolonego masła (temp. pokojowa)

3/4 szklanki ciemnego brązowego cukru

1 łyżeczka esencji waniliowej

3 duże jaja

2-3 szklanki borówek (jeśli nie ma świeżych, mogą być mrożone)

2 dojrzałe brzoskwinie, bez pestek, obrane i pokrojone w plastry


Formę o wymiarach 20x20 centymetrów nasmaruj masłem i wysyp mąką; piekarnik rozgrzej do 180°C.
* Brzoskwinie najlepiej obiera się w taki sposób: natnij lekko spód owocu na krzyż, włóż na jedną minutę do wrzątku, a potem natychmiast przełóż łyżką durszlakową do wody z lodem. Wtedy skórka zejdzie łatwo. Brzoskwinie do placka kroimy na małe trójkąty albo kostki.
Najpierw robimy kruszonkę: w małej misce wymieszaj masło z brązowym cukrem, mąką, cynamonem i imbirem do konsystencji gruboziarnistej masy. Odstaw.
Następny krok to ciasto. Zmieszaj mąkę, proszek do pieczenia, sól i też odstaw.
Następnie w elektrycznym mikserze zmieszaj łopatką masło i brązowy cukier do konsystencji kremu (3-4 minuty). Dodaj wanilię. Do mąki z proszkiem i solą wbijaj jaja, po jednym, aż się połączą. Wrzuć borówki i brzoskwinie, przemieszaj. Przełóż ciasto do przygotowanej formy, a na wierzch połóż kruszonkę. Piecz przez czterdzieści pięć minut, sprawdzając patyczkiem; kiedy wyjdzie czysty, a wierzch placka będzie złoty, możesz wyjąć ciasto z piekarnika.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


Rosa: skraplanie się nadmiaru wydzielonej wilgoci.

W kuchni, tak samo jak w życiu, kiedy coś pójdzie nie tak, pojawiają się łzy. Beza to nic więcej jak ubite bi
ałka i cukier; gdy tylko jest gotowa, należy ją zjeść, bo jeśli się zawahasz, wilgoć, która wydziela się z nadzienia, przebije na górę i pojawi się rosa, łzy na śnieżnobiałym licu. Istnieją przeróżne teorie zapobiegania temu - a to białka mają być koniecznie ze świeżych jaj, a to cukier musi być bardzo drobno zmielony, trzeba dodać trochę mąki kukurydzianej albo w ogóle upiec bezę osobno. Ale gdyby mnie ktoś pytał, znam jedyną niezawodną metodę.
Nie bierz się do tego, gdy serce ci pęka.

CIASTO CYTRYNOWE Z BEZĄ


1 korpus do ciasta, upieczony na ślepo

KREM
1 1/2 szklanki cukru kryształu
6 łyżek stołowych mąki kukurydzianej
szczypta soli
1 1/3 szklanki zimne] wody
2 łyżki stołowe niesolonego masła
5 żółtek
1/2 szklanki świeżego soku z cytryny
1 łyżka stołowa tartej skórki cytrynowej

Kiedy korpus będzie się piekł, zmieszaj cukier, mąkę kukurydzianą, sól i wodę w rondlu ze stali nierdzewnej. Mieszaj do uzyskania jednolitej masy, a następnie ubij, podgrzewając, aż się zagotuje. Wtedy zdejmij z ognia i dodaj masło.

W osobnej misce ubij żółtka. Dolej odrobinę zagotowanej mieszaniny i ubijaj dalej, a kiedy całość będzie jednolita, przelej do rondla i zagotuj na średnim ogniu, ubijając, aż zgęstnieje [ok. 2 minut). Zdejmij z ognia i dodaj sok oraz skórkę cytrynową.

BEZA
6 dużych białek o temp. pokojowej

szczypta kamienia winnego

szczypta soli

3/4 szklanki cukru

Ubij białka plus kamień winny i sól mikserem na małej prędkości. Gdy się połączą, zwiększ obroty i ubij na sztywną pianę. Potem wymieszaj pianę z cukrem, dodając go po łyżeczce.
Nagrzej piekarnik do 180°C. Na wypieczony korpus nałóż krem, a na niego wylej pianę z białek. Koniecznie rozprowadź ją równo, aż do brzegów korpusu. Wstaw do piekarnika na 10-15 minut. Po wyjęciu odstaw na dwie godziny do wystygnięcia, a potem schowaj do lodówki. Dzięki temu na bezie nie będzie rosy.
Myśl o czymś miłym, jeśli chcesz uniknąć prawdziwych łez.


-------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------


ZABAIONE À LA WILLOW Z CHMURKAMI

ZABAJONE
6 żółtek
1 szklanka cukru
2 szklanki pełnotłustej bitej śmietany
1/2 szklanki lekkiego rumu albo likieru Grand Marnier

Ubij żółtka z cukrem w kąpieli wodnej. Kiedy już dokładnie się połączą, załóż je z bitą śmietaną. Zdejmij znad pary, przelej przez sitko i dodaj rum.

CHMURKI
5 białek
szczypta soli
1/3 szklanki cukru
2 szklanki mleka albo wody

Zlej białka do miksera, dosyp szczyptę soli i miksuj na niewielkich obrotach, aż będą jednolite. Stopniowo zwiększając obroty, dodawaj cukier, także szczyptami. Ubij na lekką pianę - to jest beza, chmurka, na której teraz mieszkasz [tak to sobie wyobrażam). Podgrzej mleko lub, jeśli wolisz, wodę, a gdy piana będzie gotowa, delikatnie przekładaj ją po łyżce do gotującego się płynu. Gotuj przez 2-3 minuty, a następnie odwróć łyżką durszlakową i po kolejnych 2-3 minutach wyjmij i przełóż na papierowy ręcznik. Te chmurki są kruche i delikatne.

SYROP DO DEKORACJI
olej do smażenia (w sprayu)
2 szklanki cukru kryształu
1 łyżeczka syropu kukurydzianego

Spryskaj blachę olejem, a jego nadmiar wytrzyj papierowym ręcznikiem.
Wlej syrop kukurydziany do rondla, dosyp cukier i zagotuj na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Kiedy cukier się rozpuści, zwiększ ogień do maksimum i gotuj mieszankę, dopóki termo¬metr cukierniczy nie pokaże 155°C. Zdejmij z ognia, lekko przestudź i odstaw na mniej więcej minutę, żeby syrop zaczął gęstnieć.
Zanurzonym w syropie widelcem narysuj na blasze długie nitki; stwardnieją niemalże natychmiast. Kiedy nabierzesz wprawy, zaczną ci wychodzić różne wzory: koronki, esy-floresy, litery własnego imienia.
Sposób podania: nałóż porcję kremu zabajone do płytkiej miseczki albo na duży talerz, a na wierzchu przybierz dwoma bezami z wody. Delikatnie obrysuj bezy kilkoma nitkami syropu - dookoła, nie od góry, bo się zapadną.
To jest przepis na dzieło sztuki, które powstanie, jeśli uda ci się prawidłowo wykonać wszystkie skomplikowane czynności. Przede wszystkim pamiętaj: tylko ostrożnie. Ten deser, tak samo jak ty, znika, zanim się obejrzysz. I tak jak ty, ten deser to sama słodycz.


Syci mnie w chwilach największej tęsknoty za tobą…

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 7 lutego 2011

...ALL I NEED...


Bez słowa wstępu...


SAY (ALL I NEED)
OneRepublic



Czy wiesz, gdzie jest Twoje serce?
Myślisz, że możesz je jeszcze w sobie znaleźć?
Czy też może wymieniłeś je gdzieś na coś lepszego
Tylko po to, by to zdobyć?
Czy wiesz gdzie podziała się Twoja miłość?
Czy nie wydaje Ci się, że ją straciłeś?
Czułeś ją tak mocno, ale nic nie wyszło
Tak, jak tego chciałeś.

Dziękuję Bogu za moją duszę,
Bo Twoja jest strasznie samotna,
Tylko dlatego, że nigdy nie będziesz w stanie
Zrezygnować z tego, co posiadasz.

Cóż, wszystko czego ja potrzebuję
To powietrze, którym oddycham
I miejsce, w którym będę mogła złożyć mą głowę do snu...

Czy wiesz jakie jest Twoje przeznaczenie?
I czy choć trochę starasz się nad nim panować?
Dajesz z siebie wszystko,
Inwestując w swój wygląd
I modląc się, by coś w życiu osiągnąć.

Dlatego dziękuję Bogu za moją duszę,
Bo Twoja jest strasznie samotna
Tylko dlatego, że nigdy nie będziesz w stanie
Zrezygnować z tego, co posiadasz.

Cóż, wszystko czego ja potrzebuję
To powietrze, którym oddycham
I miejsce, w którym będę mogła złożyć mą głowę do snu...

Myślisz, że możesz to w sobie odnaleźć?
Myślisz, że możesz to w sobie odnaleźć?
Myślisz, że możesz odnaleźć w sobie
Coś lepszego niż to, co miałeś do tej pory?

I jeśli kiedyś nadejdzie kres wszystkiego
Myślisz, że będziesz w stanie go dostrzec?
Przynajmniej zanim sam Cię nie dotknie?
No dalej, Wykrzycz to!
Zwyczajnie powiedz sobie, że...

Wszystko czego potrzebujesz
To powietrze, którym oddychasz
I miejsce, w którym będziesz mógł złożyć swą głowę do snu.

Bo wszystko czego ja potrzebuję
To powietrze, którym oddycham
...i Ty.


środa, 2 lutego 2011

ROLLING IN THE DEEP ( For Pati )


Dedykacja dla Pati :*
Stań się nadawcą tej piosenki. Cokolwiek by się nie działo, jestem przy Tobie i pamiętaj, że żadem mężczyzna nie jest wart naszych kobiecych łez. A już na pewno nie taki, który nasze uczucia ma za nic. Karma ma to do siebie, że prędzej czy później sprawi, że wszystko co zrobił wróci do niego ze zdwojoną siłą i się na nim zemści. Miałam okazję patrzeć już, jak zło wyrządzone mi odbijało się na oprawcy. I nie musiałam nawet kiwnąć palcem.
Wiem, że teraz jest ciężko, ale obiecuję, że jest to tylko stan przejściowy. I jeśli chcesz za nim płakać, to płacz. Ale niech to będą łzy wściekłości.
Wiem. To mało altruistyczna rada. Ale chrzanić to. Dla odmiany Ty też możesz pomyśleć o sobie ;)




Rolling In The Deep
Adele


W moim sercu wzniecił się ogień,

Doprowadzający mnie do wrzenia,

Pozwalający przejrzeć na oczy.

Wreszcie mogę zobaczyć, jaki jesteś naprawdę.

Proszę bardzo, zdradź mnie

A obnażę całe to gówno, które sobą reprezentujesz.

Patrz jak odchodzę z każdą cząstką Ciebie

I nie lekceważ rzeczy, które mogę jeszcze zrobić.


W moim sercu wzniecił się ogień,

Doprowadzający mnie do wrzenia,

Pozwalający przejrzeć na oczy.


Blizny po Twojej miłości przypominają mi o nas,

Nie pozwalają mi zapomnieć, że mieliśmy niemalże wszystko.

Blizny po Twojej miłości sprawiają, że brakuje mi tchu.

Nie mogę pozbyć się wrażenia,

Że razem mogliśmy osiągnąć wszystko,

Co było stłamszone głęboko w środku.

(Stłamszone dotąd w głębi mnie, moje łzy popłyną)

Trzymałeś moje serce w swoich dłoniach

(Pożałujesz jeszcze, że kiedykolwiek mnie poznałeś)

I bawiłeś się nim w jego rytm.

(Stłamszone dotąd w głębi mnie, moje łzy popłyną)


Kochanie, nie mam żadnej historii do opowiedzenia,

Ale słyszałam całkiem niezłą o Tobie

I sprawię, że Twoja głowa będzie pękać z bólu.

Myśl o mnie w chwilach największej rozpaczy,

Tworząc nowy dom tam, gdzie teraz jesteś,

Bo moim nigdy już się z Tobą nie podzielę.


Blizny po Twojej miłości przypominają mi o nas,

Nie pozwalają mi zapomnieć, że mieliśmy niemalże wszystko.

Blizny po Twojej miłości sprawiają, że brakuje mi tchu.

Nie mogę pozbyć się wrażenia,

Że razem mogliśmy osiągnąć wszystko,

Co było stłamszone głęboko w środku.

(Stłamszone dotąd w głębi mnie, moje łzy popłyną)

Trzymałeś moje serce w swoich dłoniach

(Pożałujesz jeszcze, że kiedykolwiek mnie poznałeś)

I bawiłeś się nim w jego rytm

(Stłamszone dotąd w głębi mnie, moje łzy popłyną)

Razem mogliśmy osiągnąć wszystko,

Co do tej pory stłamszone było głęboko w środku.


Korzystaj naiwnie z każdej nadarzającej się okazji,

Zbieraj swoje marne skrawki szczęścia by odnaleźć to, czego szukasz.

Obróć tym samym mój smutek w szczere złoto,

Bo sam zapłacisz mi za to co zrobiłeś,

Wypijając beczkę piwa, które sam sobie naważyłeś.


(Pożałujesz jeszcze, że kiedykolwiek mnie poznałeś)

Razem mogliśmy mieć wszystko.

(Stłamszone dotąd w głębi mnie, moje łzy popłyną)

Wszystko...


Mogłeś mieć to wszystko,

(Pożałujesz jeszcze, że kiedykolwiek mnie poznałeś)

Co było stłamszone głęboko w środku.

(Teraz, stłamszone dotąd w głębi mnie, moje łzy popłyną)

Trzymałeś moje serce w swoich dłoniach

I bawiłeś się nim...

I bawiłeś się nim w jego kruchy rytm.




poniedziałek, 31 stycznia 2011

KRUCHA JAK LÓD Jodi Picoult: Cytaty

Po lekkim zastoju w czytaniu książek zaczęłam wreszcie nadrabiać zaległości i to z całkiem sporym powodzeniem. Może dlatego, że zaczęłam od bardzo dobrej książki autorstwa mojej ukochanej powieściopisarki (wielkie zaskoczenie) Jodi Picoult. Nie ma sensu znowu rozwodzić się nad jej warsztatem pisarskim, ani nad umiejętnym żonglowaniem emocjami od tych skrajnie negatywnych do bardzo pozytywnych. Fakt, może główne wątki jej książek zazwyczaj zmierzają w sądowym, monotematycznym kierunku, ale zawsze pojawia się w nich coś nowego. Pewien element, który idealnie dopełnia całości. W "Kruchej Jak Lód" są to wyszukane przepisy na smakowite ciasta i desery sprawnie wplecione w fabułę książki, z którą na pierwszy rzut oka nie mogą mieć nic wspólnego. Same przepisy wstawię tutaj później... Póki co, zapraszam na cytaty...


Krucha Jak Lód
Jodi Picoult


Niezapomniana opowieść o tym, jak kruche jest życie oraz do czego może posunąć się człowiek, kiedy chce je chronić.

Rodzice oczekujący narodzin dziecka mają tylko jedno życzenie: żeby było zdrowe. Nie musi być idealne. Charlotte i Sean O'Keefe - małżeństwo z kilkuletnim stażem - także wybraliby zdrowie dla swojego dziecka. Niestety, kiedy na świat przychodzi ich młodsza córka Willow, okazuje się, że cierpi na rzadką chorobę genetyczną objawiającą się niezwykłą łamliwością kości. Ich życie staje się pasmem bezsennych nocy, rosnących długów, współczujących spojrzeń innych rodziców i, co może najgorsze, nieustannego rozpamiętywania: co by było gdyby? Gdyby o chorobie Willow było wiadomo odpowiednio wcześnie? Gdyby urodziła się zdrowa?

Ciążę Charlotte prowadziła jej najlepsza przyjaciółka - Piper. Po jednym z niewinnych upadków Willow, który kończy się złamaniem obu kości udowych, Charlotte i Sean szukają pomocy u prawnika. Ten doradza im wytoczenie Piper procesu o błąd w sztuce lekarskiej... Wygranie sprawy gwarantowałoby rodzinie odszkodowanie, a co za tym idzie, lepszą opiekę nad córką. Jest tylko jedno ale - matka musi przyznać, że usunęłaby ciążę, gdyby wiedziała o chorobie córki. Czy zdecyduje się na taki krok? Jak wiele poświęci z miłości do dziecka?


Głęboko poruszająca powieść Jodi Picoult ukazuje rodzinę żyjącą z nieprawdopodobnym ciężarem, walkę o utrzymanie rodzinnych więzi oraz potężną siłę miłości. (źródło: Merlin.pl)


~~ CYTATY ~~


Wciąż coś się łamie, coś pęka. Pękają szyby, napięte liny, naciągnięte struny. Pękają pąki na drzewach. Można złamać przepis, szyfr i słowo. Przełamać pierwsze lody. Można łamać sobie język i głowę. Słyszy się złamane głosy, widzi złamane barwy. Pękają okowy, ale także ludzie, kiedy złamać ich opór.


Zabawne jak człowiek potrafi być stuprocentowo pewien, że wie co ma myśleć o tym czy o tamtym – dopóki sam nie znajdzie się w takiej sytuacji. Np. aresztowanie: ludzi którzy nie pracują w policji zawsze bulwersuje fakt, że dochodzi do pomyłek przy zatrzymaniach, nawet jeśli są one usprawiedliwione. Kiedy tak się stanie, zwalnia się aresztanta, tłumacząc, że to było konieczne. Ostatecznie lepiej aresztować niewinną osobę niż pozwolić kryminaliście robić co chce. Zawsze tak uważałem: do diabła ze wszystkimi co głoszą libertarianizm, a nie mają zielonego pojęcia jak wygląda prawdziwy przestępca. Wierzyłem w to święcie dopóki sam nie trafiłem na komisariat podejrzany o to, że znęcam się nad własnym dzieckiem.



Być adoptowanym dzieckiem jest jak czytanie książki, z której ktoś wydarł cały pierwszy rozdział: fabuła i bohaterowie mogą się podobać, ale chciałoby się też poznać początek. Tyle, że kiedy idzie się do księgarni i pokazuje, że w książce brakuje pierwszego rozdziału, oni mówią, że nie mogą jej wymienić na taki egzemplarz, który ma wszystkie strony. A jeśli po przeczytaniu brakującego pierwszego rozdziału czytelnik uzna, że powieść jest do kitu i napisze złośliwą recenzję na Amazon.com, co z kolei urazi autora? Lepiej już niech się obejdzie bez części tekstu i cieszy tym, co ma.



Jeszcze nie tak dawno temu żeglarze wierzyli, że wszystkie morza spadają do otchłani, a płynąc według kompasu, można dotrzeć do miejsc, gdzie żyją smoki. Wyobraziłam sobie odkrywców wyruszających na krańce świata. Jak bardzo musieli się bać, wiedząc, że ryzykują upadek w bezdenną przepaść, i jak wielkie musiało być ich zdumienie, kiedy się okazało, że zamiast zagłady czekają na nich miejsca, jakie do tej pory widzieli tylko w snach.
Mówią, że każdy z nas może odnaleźć w swojej przeszłości ścieżkę prowadzącą do ostatecznego celu, zamaskowaną jak tajemne oznaczenia na starej mapie, które pokazują drogę do skarbu.



(…) czasami, żeby zrobić dla kogoś coś dobrego, trzeba postąpić wbrew samemu sobie.


Facebook w założeniu ma być serwisem społecznościowym, ale prawda jest taka, że większość moich znajomych, którzy z niego korzystają - ja zresztą tak samo - spędza tam tyle czasu, że na znajomości w świecie rzeczywistym go już nie wystarcza; trzeba przecież dopieścić swój profil, zaczepić kogoś albo napisać mu coś na wirtualnej ścianie.



Zawsze mnie to zadziwiało, że najzwyklejszy dzień pod słońcem potrafi w mgnieniu oka stać się kompletnie wyjątkowy. Wyobraźcie sobie matkę za kierownicą: podaje zabawkę maluchowi na tylnym siedzeniu, a w następnej chwili rozbija samochód w drobny mak. Albo troglodytę z miejscowego college'u, którego zgarniamy za napaść seksualną na koleżankę z uczelni akurat w momencie, kiedy ten siedzi sobie na ganku i popija piwko. Albo żonę, która słyszy dzwonek do drzwi, otwiera i dowiaduje się od policjanta, że jej mąż nie żyje. W mojej pracy często miałem okazję widzieć, jak dobrze znany świat niespodziewanie wali się w gruzy - ale nigdy jeszcze sam tego nie przeżyłem.



Nie musisz mówić „Kocham cię”, żeby powiedzieć, że kochasz. Wystarczy, że zawołasz mnie po imieniu i ja to wiem. (…) Kiedy kogoś kochasz, to wymawiasz jego imię zupełnie inaczej. Słychać, że w twoich ustach jest bezpieczne.



Bóg nie daje ludziom ciężarów, których nie mogą sami udźwignąć. (…) Zawsze wierzyłem, że naprawdę wyjątkowe dzieci dostają rodzice, którym Pan naprawdę ufa.


Mieć wybór to zabawna sprawa: zapytaj członków dzikiego plemienia, które od niepamiętnych czasów żywi się larwami i korzonkami, czy są niezadowoleni, a w odpowiedzi doczekasz się tylko wzruszenia ramionami. Ale podaj im befsztyki z polędwicy w sosie truflowym, a później każ z powrotem jeść to, co sami wygrzebią z ziemi - wtedy już nigdy nie zapomną o tamtym wyszukanym posiłku. Kto nie wie, że ma wybór, temu go nie brakuje.



Okazanie miłości czynem ma w sobie świeżość i szczerość. Za słowami często nie kryje się nic oprócz przyzwyczajenia albo oczekiwania. To proste „kocham cię” gości na wszystkich ustach; kilka zwykłych sylab nie było w stanie oddać czegoś tak złożonego jak to, co czułam do swojego męża. Chciałam przekazać mu to uczucie, tę nieprawdopodobną mieszankę otuchy, bezwstydu i zadziwienia; chciałam, żeby zrozumiał, że wystarczyło mi posmakować go raz, żeby się uzależnić.


Może rzeczywiście dopiero po ciężkim kryzysie człowiek poznaje się naprawdę; może trzeba dostać w kość, żeby zrozumieć, czego właściwie chce się od życia.


Rodzina nigdy nie jest taka, jakiej pragniemy. Wszyscy marzymy o tym, co niemożliwe: idealnym dziecku, kochającym mężu, o matce, która kiedyś nie chciała nas zatrzymać. Żyjemy w dużych domkach dla lalek, kompletnie nieświadomi tego, że w każdej chwili może pojawić się wielka dłoń i zmienić wszystko, co nas otacza, wszystko, do czego jesteśmy tak przywiązani.



Wygląd domu mówi tak wiele o rodzinie: plastikowe zabawki na trawniku zdradzają wiek dzieci; girlanda bożonarodzeniowych światełek - przynależność religijną; po tym, jaki samochód stoi na podjeździe, widać, czy mama ma synów piłkarzy, których wciąż musi wozić na treningi i mecze, czy mieszka tu nastolatek ze świeżym prawem jazdy albo fan wyścigów NASCAR. Ale nawet kiedy dom jest nijaki i niczym się nie wyróżnia, z największą łatwością można sobie wyobrazić rodzinę, która w nim mieszka. Zamknąwszy oczy, widzimy tatę, jak siedzi w kuchni z córkami i rozśmiesza je do łez. A mama, zbierając talerze ze stołu, nie zapomina pogładzić go po ramieniu. W biblioteczce są całe półki książeczek do czytania na dobranoc, na szafce z listami i rachunkami leży przycisk do papieru, kamień pomalowany dziecięcą ręką tak, że wygląda jak duża biedronka, w kącie stosik świeżo upranej bielizny. W telewizji mecz futbolowy, bo to niedziela i grają Patriots, córka słucha muzyki z głośnika w kształcie pączka, z korytarza dochodzi szuranie bosych stóp.

Widziałem chyba z pięćdziesiąt takich domów. Czasami w którymś z okien paliło się światło - najczęściej na piętrze, gdzie przez szybę widać było kontur głowy nastolatka na tle niebieskiej poświaty komputerowego monitora albo włączony telewizor, przed którym zasnęli rodzice. Czasem w oknie błyszczała jasna pionowa linia - uchylone drzwi do łazienki, światło odstraszające potwory od dzieci. Nieważne, czy okolica była zamieszkana przez białych czy czarnych, bogatych czy biednych jak myszy kościelne; wszystkie ściany domów są jak błona komórkowa, nie przepuszczają naszych problemów na zewnątrz, do innych komórek.



Może tak to właśnie jest z tymi, których się kocha: strzelamy na oślep, a gdy okazuje się, że oberwał ktoś, kogo chcieliśmy chronić, jest już za późno.


Widziałam kiedyś reportaż o noworodkach zamienionych przez przypadek w szpitalu. Sprawa wyszła na jaw dopiero po latach, kiedy u jednego z dzieci wykryto jakąś straszliwą dziedziczną chorobę, której jego rodzice nie mieli w genach. Odnaleziono drugą rodzinę i matki musiały wymienić się synami. Jedna z nich - zresztą akurat ta, która dostała zdrowe dziecko - strasznie rozpaczała i była niepocieszona.

-
Jakbym przytulała obcego chłopca - powtarzała zapłakana. - On nawet nie pachnie jak mój synek.
Zaczęłam się wtedy zastanawiać, jak długo trwa nawiązanie bliskości, „swojskości” pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Może tyle, ile w samochodzie prosto z fabryki utrzymuje się zapach nowości, a w świeżo wykończonym domu osiada pierwszy kurz? Może to właśnie jest ten proces, który powszechnie nazywamy tworzeniem więzi, a który pozwala nam powiedzieć: znam swoje dziecko tak dobrze jak siebie samą?



Kiedyś na chemii dowiedziałam się, że dwie powierzchnie nigdy nie mogą tak naprawdę się zetknąć, ponieważ ze względu na odpychanie jonowe zawsze pozostaje pomiędzy nimi nieskończenie mała odległość, więc chociaż człowiekowi może się wydawać, że ociera się o coś albo trzyma kogoś za rękę, to na poziomie atomowym - nic z tych rzeczy.



W moich wypiekach jest pewien składnik, intensywniejszy niż najbardziej stężona esencja i ostrzejszy od wszystkich przypraw świata. Wszyscy znają ten smak, ale nikt nie potrafi go nazwać; jest to żal, nuta, która zawsze wybija się w najmniej spodziewanym momencie.



- Rozwódka - szepnęłam na głos.

Zabrzmiało to jak syk węża. Rozwiedzione matki to chyba jakaś osobna rasa ludzka. Niektóre bez przerwy biegają na siłownię, myśląc tylko o tym, żeby jak najszybciej złapać następnego męża. Inne po prostu wciąż chodzą półżywe ze zmęczenia.



Jestem jak kartka do origami. Złożę się na pół, potem znów na pół i znów, aż w końcu zmienię się w kogoś zupełnie innego.


Dawno, dawno temu była sobie dziewczyna, która bardzo chciała zbić lustro. Gdy ją pytali dlaczego, mówiła wszystkim, że strasznie ją ciekawi, co jest po drugiej stronie, ale tak na-prawdę chodziło jej o to, żeby nie musiała już dłużej się oglądać. I jeszcze o coś: kiedy nikt nie będzie patrzył, chciała ukraść jeden odłamek szklą i wyciąć nim sobie serce z piersi.
I tak, kiedy nikt nie patrzył, dziewczyna podeszła do lustra i zebrawszy całą odwagę, otworzyła oczy, żeby spojrzeć na siebie ten jeden, ostatni raz. Ale co się okazało? W lustrze nie było jej odbicia. Nie było tam nic. Zbita z tropu, wyciągnęła rękę, żeby dotknąć szkła, i zrozumiała, że ktoś wyjął je z ram; mogła przejść na drugą stronę.
Tak też zrobiła.
Co jeszcze dziwniejsze, w tym innym świecie wszyscy patrzyli tylko na nią - i nie dlatego, że wstrętnie wyglądała, ale dlatego, że każdy chciał być do niej podobny. W szkolnej stołówce wszyscy na wyścigi zapraszali ją do swoich stolików. Wywołana do tablicy, zawsze odpowiadała dobrze. Jej skrzynka e-mailowa pękała w szwach od listów miłosnych, w których chłopcy wyznawali, że nie mogą bez niej żyć.
Z początku to wszystko było wspaniałe, jakby każde jej pojawienie się było niczym start rakiety kosmicznej. Potem jednak zaczęło ją to trochę nudzić. Nie miała ochoty rozdawać autografów, kupując gumę w sklepie na stacji benzynowej. Włożyła różową bluzkę - i do obiadu już cała szkoła paradowała w różowych bluzkach. Zmęczyło ją ciągłe uśmiechanie się do ludzi.
Zrozumiała, że po tej pierwszej stronie lustra wcale nie było inaczej. Bo tutaj też nikomu tak naprawdę na niej nie zależało. Tych, którzy ją naśladowali i przymilali się do niej, mało obchodziło to, jaka jest naprawdę; widzieli w niej to, co sami chcieli zobaczyć, szukając czegoś, czym mogliby wypełnić pustkę w swoim własnym życiu.
Dziewczyna postanowiła wrócić, ale musiała to zrobić, kiedy nikt nie patrzył, bo inaczej wszyscy poszliby za nią. Cały problem polegał na tym, że zawsze ktoś patrzył. Śniły jej się koszmary, w których ci, którzy za nią poszli, poranili się kawałkami rozbitego szkła, przechodząc przez lustro; leżeli w kałużach krwi na podłodze i patrzyli na nią już zupełnie innym wzrokiem, bo po tej stronie lustra była całkiem zwyczajna i nikt jej nie lubił.
Kiedy nie mogła już wytrzymać ani chwili dłużej, zaczęła biec przed siebie. Wiedziała, że wszyscy biegną za nią, ale nie mogła się zatrzymać, żeby pomyśleć, co z tym zrobić. Postanowiła, że rzuci się prosto w lustro, choćby ją to miało bardzo drogo kosztować. I zrobiła to, ale uderzyła tylko z całej siły głową o szklaną taflę. Okazało się, że ktoś naprawił lustro. Szkło było solidne, grube i nie dawało się rozbić. Dziewczyna położyła na nim dłonie. „Dokąd idziesz?”, pytali wszyscy. „Możemy iść z tobą?”. Nie odpowiedziała. Stała i patrzyła na swoje dawne życie, w którym jej zabrakło.



Przecież wszyscy kłamią, a kłamstwo kłamstwu nierówne. Co innego, na przykład, zamordować kogoś i nie przyznać się na policji, a co innego powiedzieć z uśmiechem matce wyjątkowo brzydkiego dziecka: „Jakiego ma pani ślicznego maluszka!„. Kłamstwa służą do samoobrony, ale też pomagają chronić innych. Co jest ważniejsze: prawda czy mniejsze zło?



Historię swojego życia można napisać od nowa na sto różnych sposobów, ale nic nie zatrze tych kilku pierwszych pociągnięć pędzlem.


Kiedy chronisz ukochaną osobę przed cierpieniem - zarówno gdy już cierpi, jak i kiedy dopiero ma cierpieć - to jak to nazwać: morderstwem czy miłosierdziem?


Wydaje mi się, że są dwa różne oceany: ten w lecie jest łagodny i tylko by się bawił, a ten w zimie jest wściekły i szaleje. A kiedy widzi się jeden, trudno sobie przypomnieć, jaki jest ten drugi.



Popełnić błąd to jedno, ale kiedy on się powtórzy - to już zupełnie co innego. Wiedziałam, czym to się kończy, gdy zbliżysz się do człowieka i uwierzysz, że cię kocha: rozczarowaniem. Nie próbuj na nim polegać, bo czeka cię bolesny cios, kiedy w najważniejszej chwili nie będzie go przy tobie. A jeśli nawet będzie, to swoimi zwierzeniami tylko dołożysz mu problemów. Tak naprawdę możesz liczyć wyłącznie na siebie - kiepsko, jeśli akurat jesteś niewiele wartym frajerem.



Skrupulatny”, „żarliwy”, „unicestwić”. „Apatyczny”, „letalny”, "zniżkować". Świat byłby o wiele prostszy, gdyby zamiast szafować nadwyżkowymi sylabami, ludzie mówili po prostu, o co im chodzi. Słowa tylko przeszkadzają. Tego, co czujemy najmocniej - jak to jest, kiedy chłopak dotyka cię tak, jakbyś była odlana ze światła, co to znaczy być jedyną osobą, której nikt nigdy nie zauważa - nie ubieramy w zdania. Te uczucia to sęki w twardym drewnie naszych ciał, miejsca, gdzie krew płynie wstecz. Gdyby ktoś chciał znać moje zdanie (byłby to pierwszy nim zainteresowany), to powiedziałabym, że jedynym słowem, które warto mówić, jest „Przepraszam”.



Kiedy byłam jeszcze bardzo mała, a w nocy wiał silny wiatr, to nie mogłam zasnąć. Tata przychodził mnie uspokajać; mówił, że nasz dom nie jest ze słomy ani z patyków, tylko z cegły, a dom z cegły wszystko wytrzyma, o czym dobrze wiedzą świnki trzy. Ale świnkom trzem nikt nie powiedział, że wielki wilk to dopiero początek ich problemów. Największe zagrożenie było całkiem niewidzialne, a czaiło się wewnątrz. I nie był to radon ani czad: chodziło o to, jak trzy kompletnie różne osobowości mają wytrzymać ze sobą w jednym małym pomieszczeniu. Nie mówcie mi, że ta pierwsza świnka, patentowany leń, który postawił sobie tylko szałas ze słomy, mogłaby się dogadać z trzecią, pracowitym murarzem. Zupełnie tego nie widzę. Założę się, że gdyby ta bajka miała choćby dziesięć stron więcej, to wszystkie trzy świnki zaczęłyby skakać sobie do oczu, a ich dom wyleciałby w powietrze, chociaż był z cegły.



Wydaje mi się, że można kochać za mocno.

Wynosisz sobie kogoś na piedestał i z tej perspektywy nagle dostrzegasz, że coś jest nie tak: przekrzywiony kosmyk włosów, oczko w rajstopach, złamana ręka, noga czy inna kość. Poświęcasz cały swój czas i energię, żeby to naprawić, a tymczasem sama powoli obracasz się w ruinę i nawet nie zauważasz, jak bardzo się zaniedbałaś, bo nie widzisz siebie, tylko tę kochaną osobę.



Ludzie zawsze powtarzają, że będą kochać swoje dziecko, bez względu na to, jakie się urodzi, ale zdarza się, że nie dotrzymują słowa. Czasami to naprawdę zależy od tego, jakie jest owo dziecko. Niebieskookie blond aniołki znikają z agencji adopcyjnych jak świeże bułeczki, a dzieci kolorowe albo upośledzone latami potrafią tkwić w domach zastępczych - i to jest niezaprzeczalny fakt, który musi mieć swoją przyczynę. Ludzie potrafią mówić jedno, a robić zupełnie co innego.



Wiem, jak to jest, kiedy coś, co sama zaczęłaś, nagle wymyka się spod kontroli. Chcesz z tym skończyć, bo cierpisz i ty, i wszyscy dookoła, jednak to coś, zamiast się poddać, za każdym razem tylko pożera cię na nowo.



Każdy człowiek chce być kochanym. To pragnienie popycha nas do najgorszego.


Chyba dopiero po wyjeździe naprawdę można zatęsknić za jakimś miejscem; być może trzeba wyruszyć w podróż, żeby zrozumieć, jak cudownie jest tam, gdzie się zaczęło.



Przepis
: (1) komplet instrukcji opisujących sposób przyrządzenia jakiejś potrawy, (2) wskazówka, której wykonanie powinno przynieść określony rezultat.


Najprostsza instrukcja na świecie: przestrzegaj tych zasad, a otrzymasz to, czego chcesz. A jednak czasem może się zdarzyć, że zrobisz wszystko dokładnie tak, jak mówi przepis, i mimo to wyjdzie ci coś, czego bynajmniej sobie nie życzyłaś.



Kiedy myślisz, że masz rację, to najprawdopodobniej się mylisz.
To, co można złamać - czy to będzie kość, serce czy też przysięga - można złożyć z powrotem, ale to nigdy już nie będzie jedna całość.


Tak naprawdę można tęsknić za kimś, kogo się nigdy nie znało.


* * *


A czy dostałeś od tego życia
To ostatecznie, czego chciałeś?

Dostałem.

A czego chciałeś?

Wiedzieć, że jestem kochany, czuć, że ktoś

Na tej ziemi mnie kocha

Raymond Carver, „Urywek Późnego Dzieła



Złamać można praktycznie wszystko, nawet serce.
Lekcje, których udziela nam życie, nie przynoszą mądrości, lecz blizny i zrosty.

Wallace Stegner, „Ptak–Obserwator


Chcę spocząć w głębinie morza.
Pochowajcie mnie w soli i wodzie.
Lemiesz rolnika kości mych nie dotknie,
A żaden Hamlet z moją czaszką w dłoni,
Nie wspomni: „Ten niegdyś słyną z żartów”.
Żarłoczne wije morskie wyjedzą mi oczy
Z ławicą rybek się zabawię w chowanego
I będę pieśnią gromu, rykiem fal
W otchłani, w soli i w wodzie.
Chcę spocząć… w głębinie morza.
Carl Sandburg, „Kości


Na tej zasobnej ziemi nie brak jest niczego
Prócz miejsca dla przedmiotu sfatygowanego.

Precz z nim, wyrzucić, z odpadkami zmieść!

A jeśli, zanim czas dni udręką obarczył,

Ktoś nas pokochał, ktoś nas miał - to starczy.

Udało się, powiem wtedy ja i serce moje.

Elisabeth Barrett Browning, „Ja i Serce Moje



Czy pamiętasz jeszcze spadające gwiazdy
Mknące w przestworzach niczym śmigle konie,

Skaczące niespodziewanie ponad przeszkodami

Z naszych życzeń - pamiętasz? A ileż

To ich mieliśmy! Bo też i tych gwiazd nie zliczyłby

Nikt; za każdym spojrzeniem zdumiewał nas

Ich spektakl, tak śmigły i śmiały,

A serce wypełniało się spokojem,

Bo te świetliste ciała się rozpadły,

A jednak my przetrwaliśmy ich zagładę.

Rainer Maria Rilke, „Spadające Gwiazdy



wtorek, 25 stycznia 2011

Muzyczne Podsumowanie 2010 roku

Nie da się ukryć, że kolejny rok mojego życia (w tym i prowadzenia blogu) mam już za sobą, a nowy pędzi na złamanie karku do przodu nie oglądając się za siebie i nie zważając na nic. Przyznam szczerze, że nie nadążam… Miesiąc ledwo się zaczął, a już się kończy; czasu brakuje na wszystko, przez co moje pisanie tutaj wygląda… marnie. Ubolewam nad tym, z poczuciem zdrady i zaniedbania moich pasji. Czemu tak się dzieje? Cóż… w drugiej połowie 2010 roku moje życie nagle – praktycznie z dnia na dzień wskoczyło na maksymalnie przyspieszone obroty, i mój wewnętrzny, duchowy świat stanął na głowie. Jednak co by się nie działo, jak zawsze muzyka towarzyszy mi na każdym kroku, stanowiąc adekwatne tło dla moich przeżyć, dramatów, radości, stanów umysłu, serca i duszy. Zwłaszcza, jeśli mówimy tu o miłości – dojrzałej, rozważnej, romantycznej i zaskakującej… Tak, to zdecydowanie pod jej znakiem upłynął poprzedni rok. Tak więc poniżej prezentuje się lista 25 najczęściej słuchanych przeze mnie utworów w 2010 roku:



Wszystkie te piosenki podzieliłabym na dwie grupy:

  1. Smaki Miłości
  2. Największe Zaskoczenia

SMAKI MIŁOŚCI



Niepewność i Niecierpliwość Pragnienia

To ten stan, kiedy po burzliwych czasach miłosnych, gdy nasza wiara w to uczucie legła w gruzach i już straciliśmy nadzieję na to, że jeszcze kiedyś będzie nam dane poczuć cokolwiek poza goryczą, zawodem i rozczarowaniem… i nagle los stawia na naszej drodze kogoś, kto wydaje się być zbyt dobry by być prawdziwym. Kogoś, kto całym sobą – swoim uporem, słowem, czynem, dotykiem - otwiera nam oczy i sprawia, że ponownie unosimy twarz i spoglądamy prosto w słońce z tego dołu beznadziei, w którym tkwiliśmy od jakiegoś czasu. Ten, kto raz przez zabitą miłość przeszedł piekło, doskonale wie, jakie uczucia potrafią nas zadręczać przy kolejnej próbie. Czy mogę mu zaufać? Czy tym razem wyjdę z tego cało? Czy to jest właśnie to?
O tych uczuciach i o skrytych pragnieniach opowiadają właśnie te piosenki:

O mnie:

Katie Herzig – Hologram
(II rok w zestawieniu!!)
Kelly Clarkson - Maybe

Niecierpliwość:

Kelly Clarkson – Ready
Tiesto - Who Wants To Be Alone? (feat. Nelly Furtado) *

To właśnie On!
Caro Emerald - A Night Like This *



Serce Rośnie, Dusza Śpiewa


Podjęliśmy ryzyko i… wszystko idzie dobrze. Wszystko się układa tak, jak tego pragnęliśmy, wbrew czarnym wizjom i obawom. Miłość kwitnie, szczęście rozciąga nam usta w uśmiechu i sprawia, że mamy ochotę latać. Owszem zdarzają się zgrzyty wynikające z ciągłego docierania się i poznawania wzajemnego – ale w tym cały urok. Masz ochotę krzyczeć, że go kochasz? Krzycz! Masz ochotę tańczyć, bo kochasz i jesteś kochana? Tańcz! W Miłości to jest najpiękniejszy smak… a przynajmniej… jeden z dwóch ;)

Sia – Clap Your Hands *
Cartel – Only You *
Buddy – 11/22
Beyonce – Halo

Sheryl Crow - Sign Your Name (feat. Justin Timberlake) *



Sexual Healing

Tytuł chyba mówi sam za siebie. Miłość zawsze chodzi parami z cielesnością, a wtedy zakochani wraz z całą swoją zmysłowością, seksualnością, pragnieniem i pożądaniem zamykają się w sypialni. Poczekaj aż zobaczysz ten mistrzowski pokaz fajerwerków ;>

P.S. Piosenka Sheryl Crow zdecydowanie łączy te dwa smaki w całość.

Jerry Brunskill – You Really Got Me *
Alexandra Burke - Good Night Good Morning (feat. Ne-Yo) *
Shawn Desman – Fresh *



To Be or Not To Be… Together

W każdym związku bywają wzloty i upadki, a podczas tych drugich jedna ze stron zazwyczaj zastanawia się, jaki jest sens bycia dalej ze sobą. Czy warto cierpieć znowu? Czy może nie dopuścić do tego za wszelką cenę i uciec, wycofać się? A może trwać w związku ponad wszystko, na siłę póki jeszcze nam jej starcza. Niezależnie od tego jak bardzo kochamy, warto przy tym zachować zdrowy rozsądek… albo związać się z kimś, kto jest bardziej rozsądny niż Wy sami ;)

Rozważanie rozstania?
Andrew Belle - In My Veins
Lifehouse – Halfway Gone *
Melanie Fiona - Monday Morning *

Razem wbrew rozsądkowi?
Shakira - Did It Again *
Eminem - Love The Way You Lie (feat. Rihanna)*



NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIA


Są takie piosenki, które wprawiają Cię w osłupienie, kiedy tylko poświecisz im odrobinę więcej uwagi i poznasz ich tekst, genezę lub kiedy są tworzone przez artystów, których nigdy byś o to nie podejrzewał? Ja parę takich poznałam i prezentuję je poniżej:


Ellie Goulding - Wish I Stayed (Demo) *
Z tą piosenką jest o tyle dziwna sprawa, że jej wersja Demo jest wprost cudowna – natomiast wersji płytowej nie da się już słuchać. Dodaj do tego naprawdę dający do myślenia tekst opowiadający o wykorzenieniu z nas tradycji… wow…


Kelly Clarkson - Wash, Rinse, Repeat *
Jeśli, ktoś nie zna historii afery, w którą wciągnięte zostały Kelly Clarkson i Beyonce za sprawą twórcy piosenek i jednocześnie lidera grupy OneRepublic ….. pewnie nie zrozumie, o co chodzi.


DJ Earworm - United State Of Pop 2009 (Blame It On The Pop) *
Zaskakujący ewenement, jeśli chodzi o mash-up’y muzyczne. Fakt, zdarza się, że DJ tworzy mieszankę dwóch, trzech utworów w jeden spójny kawałek, ale zrobić to z 25 najlepszymi piosenkami zestawienia Billboard z 2009 roku tak by wszystko ze sobą grało, a do tego tworzyło jeden sensowny tekst piosenki?


Slash - Gotten (feat. Adam Levine) *
To zdecydowanie kawałek, którego nie spodziewałabym się po artyście takim, jak Slash. Melancholijny, romantyczny… piękny. O odzyskanej miłości i o strachu, jaki jej towarzyszy, a do tego z miłą dla ucha oprawą wokalną wokalisty Maroon 5.


Tina Arena – Woman
To jedna z tych piosenek, którą miałam od dawna, ale nie zadałam sobie wystarczająco dużo wysiłku by poświęcić jej więcej uwagi ponad bezmyślne słuchanie melodii miłej dla ucha. Dopiero dwa-trzy miesiące temu tak NAPRAWDĘ posłuchałam tego utworu, wczytując się w tekst, rozumiejąc przesłanie. Miałam przed sobą hymn każdej kobiety – kochającej, walczącej, uginającej się pod ciężarem losu i dostosowującej się do tempa tego świata. Wielkie zaskoczenie, zwłaszcza, że po tej artystce raczej nie spodziewałam się takich piosenek.


B.o.B. - Airplanes (feat. Hayley Williams) *
W dobie mody nagrywania różnych, czasami bardzo nietypowych duetów, ten nie powinien być zaskoczeniem. Bo przecież kolaboracje raperów z wokalistami rockowych i punkowych grup to przecież dzisiaj chleb powszedni. Fakt, że nie zawsze wychodzą tak dobrze, jak omawiany utwór – ale przecież się zdarza. Co mnie zaskoczyło? Cóż – utwór pochodzi tak naprawdę z pierwszego oficjalnego wydawnictwa Bobbiego Raya, i jest to jego drugi singiel – który już opowiada o marzeniach powrotu do czasów zanim jeszcze B.o.B. zrobił karierę. Rzadkość by narzekać na to zaledwie parę chwil po tym jak się udało ;). Dobrze chociaż, że refren jest optymistyczny.


Stromae - Alors On Danse *
Największe zaskoczenie! Piosenka była przebojem lata, idealna do tańca, zabawy; zmysłowy głos Stromae robi niesamowite wrażenie w połączeniu z klubową muzyką. Odbiór zdecydowanie jest spłycony przez fakt, że utwór wykonany jest w języku francuskim – co dla ludzi, którzy posługują się językiem angielskim jako tym drugim, stanowi mały problem w rozumieniu tekstu. Ci jednak, którym francuski nie sprawia problemu, wiedzą, że utwór wcale nie jest taki lekki ,jakby mogło się wydawać. Przeciwnie – zaskakuje niesamowitą głębią i goryczą w odbiorze życia ludzkiego. Tytułowe „A więc tańczmy” jest tutaj jedynie sposobem na to by nie zwariować, by oderwać się choć na chwilę od problemów życia codziennego.


Zachęcam do klikania w linki - mogą Was zaskoczyć ;)
* Posty wcześniej niepublikowane